W Warszawie i nie tylko powstają fajne, odbywające się w weekendy, inicjatywy targów śniadaniowych i tym podobnych imprez tematycznych. Sobota i niedziela są dla mnie takimi dniami, kiedy mogę przyszaleć, zrobić to, na co mam ochotę i spędzić czas, tak jak chcę. Udałam się niedawno razem z moimi synami na jeden z takich targów. Osobiście uwielbiam takie miejsca, gdyż ponieważ: jak nic mnie inne inspirują (i nie jestem tutaj gołosłowna, bo jak widzicie po fakcie powstał ten artykuł).
Pewnej soboty zapakowałam dziatwę sztuk dwie do auta, obiecując młodszemu, po pierwsze coś pysznego do przegryzienia, a po drugie informując, że jedziemy w suuuper miejsce gdzie kupię mu dużo książek. Starsze dziecko, mniej łase na obietnice, przystało na komunikat, że i dla niego coś fajnego się znajdzie J Impreza nazywała się Slow Weekend, chociaż śmiem twierdzić, że ze ‘slow’ miała wspólną tylko nazwę. ‘Slow’ zamieniło się w ‘fast’ już przy szukaniu miejsca parkingowego. Jak zawsze zadziałała jednak zasada afirmacji, a że moje dzieci też ją znają, to afirmując we troje szybko uporaliśmy się z problemem parkowania auta. Rach ciach i samochód ustawiony. A my, w strugach grudniowego deszczu, w podskokach szukalismy wejścia na wspomniane targi.

 

Podchodzimy, przyglądamy się z dziatwą, a ja odważnie mówię, że chciałabym bardzo posłuchać o grze i jej zasadach, bo moje dzieci są zainteresowane, młodszy syn aż przebiera nogami. Pan opowiada i opowiada, a ja nie wytrzymałam i pytam: dlaczego tylko jedna gra? Na co usłyszałam: mam jedną, bo sam ją wymyśliłem i wydałem! Od razu wydał mi się bliski, bo przecież ja też sama wydałam książkę. Rozwinął się ciekawy dialog i między wierszami dowiedziałam się, że grę stworzył dla swojego zaburzonego dziecka, żeby wesprzeć jego rozwój i terapię. Myślę sobie w duchu, co za historia! Od razu zapytałam: „A czy opowiada Pan wszystkim tę historię? Przecież wszyscy od razu kupią tę grę!” – Rozmowa się klei, a ja zapomniałam po co przyszłam. Analizuję, jak powstał koncept i że nigdy nie wiemy, co, gdzie, jak i kiedy się zdarzy, i czy koniec nie jest nowym początkiem. Czasami czegoś wielkiego. Może nawet biznesu… Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała mu o swojej książce. Pan z zainteresowaniem słuchał i w pewnym momencie wręczył mi grę – „To dla Pani, a raczej dla Pani dzieci, ale proszę przyjąć. A ja na to: jak to ‘proszę przyjąć’?”

„Pani mi da książkę, a ja pani grę!”. Minę miałam mocno zaskoczoną i mówię do Pana, że nie mam przy sobie książki, nie mam teraz jak się zrewanżować, ale proszę namiary do pana. „Znajdzie mnie Pani na Facebooku” – podał swoje imię i nazwisko. Zapytałam, jaką ma gwarancję, że jestem uczciwa – „Daje mi Pan grę za 75 złotych, a ja póki co nic w zamian?”. Na co usłyszałam coś niesamowitego: „przecież Pani mnie nie oszukała, dlaczego mam pani nie wierzyć?”. Mój starszy syn (10 lat) skomentował to bardzo trafnie: „Mamo, co za historia! Nie można tracić wiary w ludzi! J”. Wtedy zdałam sobie sprawę, że w jednej chwili pomyślałam o tym samym – tak samo beztrosko, jak moje dziecko, że nie można tracić wiary w człowieka!

Po raz kolejny o tym, że świat nie jest jednoznaczny, przekonałam się kilka dni później… Ponieważ cały czas się spieszę i nigdy nie wiem do końca, jak będzie wyglądał mój dzień, wiec  korzystam z usług fryzjera, do którego nie trzeba się umawiać, ale i tam czasami trzeba poczekać, bo zdarza się kolejka. Tak też stało się tego dnia, kiedy akurat wyjątkowo zależało mi na czasie. Umówiona na 19 z koleżankami czułam, że nie ma możliwości, żeby fryzjerka wyrobiła się na czas. Poprosiłam wiec o suszarkę do włosów, żeby nieco przyspieszyć czesanie. Suszę włosy, a przede mną czesze się inna klientka, moja fryzjerka uwija się co niemiara. Nagle Pani wstaje i wskazując na fotel mówi: „Ponieważ pani się spieszy, a ja mogę poczekać, to proszę usiąść na moje miejsce, uczesać się i nie stresować spóźnieniem” 🙂  – co dla niej oznaczało siedzenie i czekanie na swoją kolej 45 minut z mokrą głową! Byłam w szoku, kiedy kobieta dodała: „Mnie się nie spieszy, mogę poczekać”.
„O matko!” – pomyślałam, mnie by nie było stać na taki gest. Podziękowałam najmilej, jak umiałam i natychmiast przyszła refleksja. To znak, druga sytuacja w tym tygodniu tak zaskakująca i myślę, że  to nie przypadek, że ludzie są wobec siebie życzliwi, mimo wszystko, mimo zabiegania, jakiegoś pędu za pieniędzmi, karierą i sukcesem.

O ile łatwiej żyje się z poczuciem, że nawet obcy człowiek potrafi pochylić się nad naszym problemem, kłopotem, historią, potrafi zaufać i pomóc? 🙂

PRZECZYTAJ WIĘCEJ:

zobacz poprzednie
zobacz poprzednie