1625 0

Idzie lato, więc jak wszyscy, tak i ja, chcę ogarnąć ogród. Postanowiłam: zmienię parasol ogrodowy, bo już zużyty i brzydki, mam namiar na odpowiednią firmę – wszystko git, przecież w dzisiejszych czasach to nic prostszego. Marka znana, niemiecka solidność, a ich parasole sprzedawane są w dużych sieciach handlowych. Poważna firma, bo od czasu, kiedy kupowałam poprzedni parasol, nie zwinęli się z rynku (w przeciwieństwie do producenta moich lamp ogrodowych). Myślę sobie – nic prostszego, tylko kupować! Weszłam więc na stronę internetową, wybrałam produkt, który mnie interesował, i kulturalnie napisałam maila, czy mogę zamówić czaszę parasola, bo wyblakła. Reszta działa i jest sprawna, może dalej służyć rodzinie Makosz i chronić oczy przed jakże pożądanym, ale na dłuższą metę upierdliwym słońcem.

 

Tak jak wspomniałam wysłałam maila i czekam na odpowiedź. Minął tydzień, drugi, trzeci… cisza i nic. No to dzwonię. Dwa sygnały i formułka: dzień dobry! dodzwoniłeś się do firmy X .

Jeżeli chcesz gadać po polsku wybierz 1, jeżeli interesuje cię połączenie z działem księgowości wybierz 2,

z działem kadr wybierz 3, (tu pomyślałam, że to jakiś żart, bo po co klientowi dział kadr?)

z działem zakupów wybierz 4,

z działem sprzedaży wybierz 5 ,

z działem transportu wybierz 6,

z działem kontaktów międzynarodowych wybierz 7,

z kontrola jakości wybierz 8, (jakaś ukryta kamera, żarcik, bo chyba to nie możliwe… dzięki tej rozmowie poznam całą strukturę organizacyjną firmy)

z wzorcownią wybierz 9 (o fajnie, myślę, może będę mogła sie wypowiedzieć co do design, ale jednak tym razem się nie skuszę, nie przycisnę),

z centrum serwisowym wybierz 10,

a działem technicznym wybierz 11,

Uf… koniec wyliczanki, nareszcie przełączy mnie do konsultanta i… i juz gąska była w ogródku i nagle cisza. Niby edukacji nigdy nie za wiele, ale dziś przesada, bo nadal parasola niet, kontaktu niet, a ciśnienie mam jak po małym espresso – bez małego espresso. I ciągle mi skacze….

 

Tłumaczę, że drugi raz mogę nie mieć takiego szczęścia, żeby się do was dodzwonić. Pani na to miłym, aczkolwiek piskliwym głosikiem dodała, że poprosi kolegów z serwisu (patrz pijaków porannej kawy) żeby odzwonili do mnie za 10 minut. Jak widzicie, akcja toczy się w zawrotnym tempie. Klient awanturując się jest nie przygotowany do takiego obrotu sprawy, wiec szybko dodaję, że podam pani mój numer, na co paniusia mówi: wyświetla mi sie – i odkłada słuchawkę. Znowu cisza. 10 minut ciszy.

Znowu dzwonię sama, dodzwaniam sie do serwisu po to, żeby odkryć najbardziej  skomplikowany system zamówień w historii świata (firma istnieje, ale zatrzasnęła sie w szafie). Dodzwaniam się i mówię, że chcę zamówić czaszę do parasola o wymiarach X na Y. Siedzę już prawie szczęśliwa, bo myślę sobie, że nareszcie, po tej przeprawie mam już ten ukochany, kremowy parasol… ale… jedna noga w raju to jednak nie to samo, co dwie…

Pani w słuchawce odpowiada mi, że na zamówienie  trzeba będzie poczekać, bo to będzie trwało –2 tygodnie. Tylko tak dla porządku przypomnę, że lato  u nas trwa 3 miesiące, więc te dwa tygodnie to długo… Marszczę czoło i nosek…

 

OK… pytam już mocno zirytowana, aczkolwiek klasę chce zachować do końca: proszę mi  wyjaśnić droga pani, dlaczego trwa to tak długo? Przecież firma ma produkty sezonowe , letnie więc nie powinna być zaskoczona  wzmożonym  zainteresowaniem klientów, powiem nawet więcej, powinna być zainteresowana zwiększeniem sprzedaży w tym okresie…

 

Na co Pani, jak z katarynki,  szczegółowo opowiada mi na zadane pytanie:

„Musi mi pani wysłać maila, co pani chce zamówić, ja go musze przeczytać,  sprawdzić dostępność  i wysłać pani maila + informację z danymi do przelewu. Pani musi zrobić przelew i wysłać mi potwierdzenie. Ja musze wysłać maila do księgowej. Księgowa musi mi potwierdzić, że otrzymała przelew. A ja muszę zamówić transport towaru i nie wiem, kiedy auto wyjedzie.”

 

Nagle… poczułam miłość do mojego starego parasola.  Zaczęłam doceniać mój stary parasol, a mało tego juz nawet przypomniałam sobie, że mam do niego sentyment! Byłam o krok od rozpłakania się. Tylko właśnie nie wiem, czy z sentymentu do starego parasola, czy bardziej ze złości…?

PRZECZYTAJ WIĘCEJ: