1640 0

Zabiegany poranek, przeprowadzam konwersację telefoniczną z moją koleżanką, bardzo zdolną i wziętą architekt, której determinacja i zdolności biznesowe są imponujące – słowem – kobieta operatywna, nie muszę chyba dodawać, że nie należy do typu miękkich buł i płaczliwych egzemplarzy, skoro udało jej się ujarzmić mnie w 100 proc. przy naszych wspólnych projektach. Telefon bardzo miły, koleżeński, ale też lekko zawodowy, bo jak zawsze dzwonię do niej z małym dylematem, czy wynajmować nowe biuro, czy nie… Czy chcę prowadzić ważne rozmowy i koncepcyjne burze mózgu na powierzchni lekko tylko większej, niż moja obecna przestrzeń biurowa, do tego o urologicznym kształcie nerki…? Szukam wsparcia, moja koleżanka dzielnie szkicuje mi wizję tego, jak nowe biuro mogłoby wyglądać. Mówi, że skóra na podłodze – ja w panikę: jaka skóra! Co Ty! Ona na to, że kutwa ze mnie oszczędna, że pewnie nie będę chciała wydać zbyt wiele na aranżację biura, kilka epitetów poleciało (wiem, że z przymrużeniem oka). Hania lubi urządzać „na bogato”, a ja zawsze proszę żeby pokazała mi na co wydam pieniądze, zanim je wydam… Wiecie – artystyczna wizja versus mój przedsiębiorczy pragmatyzm. Rozmowa trwa w najlepsze, a ja słyszę jednak, że Hania nie do końca jest w formie, wydaje polecenie, którą ulicą najlepiej jechać – aha, myślę sobie, jedzie taksówką! Tylko dlaczego?!

 

No i się zaczęło…
„Coś Ty! Masz ludzi do pracy, nie musisz pracować, masz na dodatek najlepszą rodzinę na świecie, męża, dzieci!”
Na co nie wytrzymałam i mówię:
„ale ja nie mam imprez, nie mam czasu na tenisa, na wyjazdy, tylko dom, praca, szkoła, dzieci, piłka, angielski… i tak w kółko!”
„Ale ty masz komu ciasto upiec, a ja nie!”
„Ale ja nie lubię piec ciast! Daj mi spokój!”
Rozmowa nie miałaby końca, gdyby nie moje trzeźwe myślenie: singiel zazdrości mi mojego życia, a ja zazdroszczę singlowi tych kilku cennych chwil tylko dla siebie…

Śmieszą mnie sytuacje, kiedy widzę, że narzekamy na swoje życie i nie doceniamy tego, co mamy. Otaczają nas powszednie oczywistości, więc tracimy z oczu to, co wyjątkowe. Jedna narzeka, że sprząta po rodzinie, ta jest singlem i nie ma komu gotować obiadów. Jak zwykle włączamy kobiece lamentowanie i pacz. A tu trzeba trzeźwego osądu sytuacji… Lekcja? Owszem. W życiu i biznesie dostrzegaj pozytywy, doceniaj to, co masz: swoich klientów, swoje pomysły, to, że się rozwijasz. Patrz na innych i nie myśl, jak mają dobrze, popatrz na swoje życie z dystansu – czy nie jest fajne?

PRZECZYTAJ WIĘCEJ: