CZY UMIESZ PROSIĆ O PAPIER TOALETOWY?

Plaża, słońce, napoje chłodzące i potrzeba fizjologiczna… jestem pewna, że znacie to z autopsji. Tu było nieco bardziej romantycznie, bo plaża niezwykła, w Kalifornii, można było po niej jeździć autem, zjeżdżać z wydm i rozkoszować się atrakcjami nad oceanem.
Cudownie było przez długi czas, aż do momentu dopóki (nie wdając się w szczegóły) mój syn nie zaalarmował, że bardzo, ale to bardzo chce mu się siku…

Zabawę chcąc nie chcąc trzeba było przerwać, bo wołanie „siku” u mojego dziecka oznacza konieczność ekspresowego znalezienia miejsca, gdzie można szybko załatwić sprawę. Przy tej okazji i ja stwierdziłam, że skorzystam z przybytku nazywanego przez Amerykanów restroom (dziwne, bo przecież to toaleta, tam raczej nie odpoczywamy!?).

Nauczona doświadczeniem wielu wojaży z moją rodziną zrobiłam szybką orientację w lewo i prawo w poszukiwaniu toitoi w wydaniu zagranicznym.

Oczywiście na samą myśl przeszedł mnie dreszcz. Moc przerobowa plaży, temperatura plus odległość do najbliższej tradycyjnej toalety… to nie mogło pachnieć ładnie. Znalazłam!  Moje dziecko zaprotestowało ja tam nie idę, bo tam na pewno śmierdzi i jest brudno! Zmusić nie mogę, więc zgadzam się, żeby odwiedził pobliskie krzaki, a sama chciał nie chciał idę do toitoi, tłumacząc mojemu dziecku, że ja niestety tak dobrze nie mam i swojej białej pupy w krzakach nie wystawię. Moje dziecko rozbawione zgodziło się ze mną i ruszyło w poszukiwaniu krzaczków, a ja tymczasem zmierzyłam w kierunku toitoja.

W tą samą stronę, kilka kroków przede mną podążała mała dziewczynka. Obserwowałam kątem oka jej zachowanie. Weszła do jednego toitoja, oceniła jego stan, był najwyraźniej kiepski, weszła do drugiego. Ja ulokowałam się w przybytku obok, zaraz za cienką plastikową ścianką. Nagle słyszę cieniutki głosik rozpaczliwie wykrzykujący: „excuse me, excuse me!” Chwila konsternacji, bo to w końcu dziecko, może dzieje mu się krzywda, ale z drugiej strony, gdyby wpadło w czarną dziurę amerykańskiego toitoi, to wrzask byłby zdecydowanie donioślejszy. Niemniej nadal słyszałam excuse me, więc zapytałam spokojnie co się dzieje? W odpowiedzi usłyszałam coś, co mnie i rozbawiło i bardzo mocno dało do myślenia – pozytywnie! Dziewczynka odpowiedziała, że nic się nie stało, ale czy mogłabym podać jej papier toaletowy, bo w kabinie, z której korzysta właśnie się skończył, a bardzo go potrzebuje…
Mówię więc do niej, że oczywiście za chwilę jej podam. Wyszłam ze swojej budki do jej kibelka, pukam, przez drzwi wysunęła się mała chuda łapka, na oko 6-7 latki, odebrała ode mnie papier.  Co wtedy pomyślałam? O mega odwadze – bo ile trzeba jej mieć, żeby poprosić obcą osobę w publicznej toalecie o papier? Zastanowiłam się, co zrobiłabym ja, co zrobiłaby większość ze znanych mi dorosłych ludzi? Kalkulujemy, co pomyślą lub powiedzą o nas inni. Nie umiemy też przyznać się do słabości i poprosić o pomoc. Wiedzie nami wstyd, ze czegoś nie wiemy, że jesteśmy postawieni w pozycji nie dającego, ale proszącego o pomoc. Tak jest też z przedsiębiorcami. Wiedzą, że warto szukać porad doświadczonych w biznesie, niby wiedzą, że warto czytać i edukować się, ale kiedy przychodzi kłopot, niewiadoma, wstydzą się przyznać do niewiedzy.

Papier toaletowy – rzecz zwyczajna, ludzka, podobnie jak niewiedza, czy nieumiejętność są rzeczą ludzką, do której należy się przyznać bez wstydu i skrępowania. Co pomyślą o nas inni? Zdradzę Wam sekret: nie warto się tym przejmować J bo można w ten sposób spędzić życie w zatrzaśniętym toitoju, zastanawiając się, czy korona spadnie mi z głowy, jeśli poproszę o pomoc kogoś obcego…