CZY TWOJE DZIECKO TEŻ PODWIJA PALCE W BUTACH?

Już nie zachwycam się byle pierdołami, ale jak usłyszałam tą historię, zrobiłam wielkie oczy, powiedziałam WOW i chciałam krzyknąć, a jednak się da!

Moja rodzina żyje dość szybko, jak się czasem okazuje, zdecydowanie ZA szybko. W tej pogoni nie zdążyliśmy kupić większych (o kilka rozmiarów!) butów do gry w piłkę dla dziecka. Mikołaj, o zgrozo, grał w za małych korkach… Do dziś z Darkiem, moim mężem, zachodzimy w głowę jak to możliwe. Jeśli Trener Mikołaja to przeczyta (pozdrawiam, Trenerze!) zarządzi dla nas karne pompki. Człowiek się obwinia, bo żeby w XXI wieku, kiedy nie ma już butów na kartki i kolejek do obuwniczego, dziecko chodziło w za małych butach… ale z drugiej strony postanowiłam też zapytać mojego syna o jego stanowisko w sprawie, w końcu kwestia bezpośrednio go dotyczyła: „Miki, synu, dlaczego nie mówiłeś, że masz za małe buty?!”. Na co Mikołaj wzruszył ramionami i powiedział: „no wiesz Mamo, trochę było niewygodnie, więc palce podwinąłem”. O matko! Jęknęłam, przewróciłam oczami, bo traktowałam moje dziecko, jak ogarniętego w życiu młodego człowieka, a tu takie kwiatki wychodzą…

Darek powtarzał, że musi kupić młodemu buty, podjechali razem w jedno miejsce, przy pierwszym podejściu nie było rozmiarów, a Mikołaj nadal grał w ciasnych butach, dwa razy w tygodniu po półtorej godziny, dodam dla jasności. Miarka się przebrała, kiedy moje dziecko, co z dumą piszę, zostało powołane na mecz wyjazdowy, rozgrywki jak sloty meczowe w Eurosporcie, 7 dziennie, codziennie, a przy takiej częstotliwości za ciasne korki, to raczej nie do przeżycia.

Czas nas gonił, więc Darek jeszcze tego samego dnia, jak tylko odstawił Mikołaja na trening, podjechał do najbliższej galerii handlowej, w której znalazł sklep sportowy – całe szczęście, że niedaleko jest Arkadia i Intersport – i jak wzorowy tato zaczął szukać butów dla dziecka. Wszystko szybko, bo i korki, i zakupy spożywcze i wszystko musiał zmieścić w krótkim czasie treningu Mikołaja.

Wpadł jak wicher do sklepu, złapał sprzedawcę i mówi: „proszę pana, korki dla dziecka, rozmiar taki i taki, tylko bardzo proszę szybko, bo dziecko niedługo kończy trening i będzie czekało na mnie samo, jak się spóźnię…” i tu uwaga! Młody sprzedawca spojrzał na mojego męża i mówi spokojnym głosem: „zrobię wszystko, co będę mógł”. Mój mąż w lekkim szoku, bo nie spodziewał się w sieciowym sklepie, od młodego człowieka, tak ważnych o przyjaznych klientowi słów. Sprzedawca szuka i szuka, nagle mówi: „mam problem, bo buty w pudełkach są pomylone, ciężko znaleźć właściwy rozmiar”, mój mąż zestresował się, jęknął, że się spóźni, na co pan odpowiedział:„spokojnie, i tak sobie poradzę, niech się pan nie martwi” – klasyczna sytuacja to wzruszenie ramionami i typowe dla sprzedawców „nie wiem, nie orientuję się, zarobiony jestem, a mój kolega/koleżanka zrobił bałagan w pudłach i nie ogarniam…” i skok między regały, żeby klient dupy nie zawracał. Tymczasem znowu pozytywne zaskoczenie.

Po chwili sprzedawca znalazł buty, mój mąż prawie z radości całował go po rekach, na co usłyszał: „cieszę się, że mogłem panu pomóc”. Chłopak wbił na kasę kwotę, zapakował zakup i pożegnał się słowami: „dziękuję za cierpliwość”.