1215 1

Już nie zachwycam się byle pierdołami, ale jak usłyszałam tą historię, zrobiłam wielkie oczy, powiedziałam WOW i chciałam krzyknąć, a jednak się da!

Moja rodzina żyje dość szybko, jak się czasem okazuje, zdecydowanie ZA szybko. W tej pogoni nie zdążyliśmy kupić większych (o kilka rozmiarów!) butów do gry w piłkę dla dziecka. Mikołaj, o zgrozo, grał w za małych korkach… Do dziś z Darkiem, moim mężem, zachodzimy w głowę jak to możliwe. Jeśli Trener Mikołaja to przeczyta (pozdrawiam, Trenerze!) zarządzi dla nas karne pompki. Człowiek się obwinia, bo żeby w XXI wieku, kiedy nie ma już butów na kartki i kolejek do obuwniczego, dziecko chodziło w za małych butach… ale z drugiej strony postanowiłam też zapytać mojego syna o jego stanowisko w sprawie, w końcu kwestia bezpośrednio go dotyczyła: „Miki, synu, dlaczego nie mówiłeś, że masz za małe buty?!”. Na co Mikołaj wzruszył ramionami i powiedział: „no wiesz Mamo, trochę było niewygodnie, więc palce podwinąłem”. O matko! Jęknęłam, przewróciłam oczami, bo traktowałam moje dziecko, jak ogarniętego w życiu młodego człowieka, a tu takie kwiatki wychodzą…

Wpadł jak wicher do sklepu, złapał sprzedawcę i mówi: „proszę pana, korki dla dziecka, rozmiar taki i taki, tylko bardzo proszę szybko, bo dziecko niedługo kończy trening i będzie czekało na mnie samo, jak się spóźnię…” i tu uwaga! Młody sprzedawca spojrzał na mojego męża i mówi spokojnym głosem: „zrobię wszystko, co będę mógł”. Mój mąż w lekkim szoku, bo nie spodziewał się w sieciowym sklepie, od młodego człowieka, tak ważnych o przyjaznych klientowi słów. Sprzedawca szuka i szuka, nagle mówi: „mam problem, bo buty w pudełkach są pomylone, ciężko znaleźć właściwy rozmiar”, mój mąż zestresował się, jęknął, że się spóźni, na co pan odpowiedział:„spokojnie, i tak sobie poradzę, niech się pan nie martwi” – klasyczna sytuacja to wzruszenie ramionami i typowe dla sprzedawców „nie wiem, nie orientuję się, zarobiony jestem, a mój kolega/koleżanka zrobił bałagan w pudłach i nie ogarniam…” i skok między regały, żeby klient dupy nie zawracał. Tymczasem znowu pozytywne zaskoczenie.

Po chwili sprzedawca znalazł buty, mój mąż prawie z radości całował go po rekach, na co usłyszał: „cieszę się, że mogłem panu pomóc”. Chłopak wbił na kasę kwotę, zapakował zakup i pożegnał się słowami: „dziękuję za cierpliwość”.

PRZECZYTAJ WIĘCEJ: