Cuda w warzywniaku

W warzywniaku osiedlowym, Panie cuda! Ekspedientka i paczki odbiera, i leczy dzieci i znajdzie nianię – jak trzeba, a kto wie, może i męża  😉
Osiedlowy warzywniak, wybieram marchewki i kątem ucha słyszę dialog:
– Jak tam Pani dzieci? Jak starszy, jak młodszy?
– A nianię jeszcze Pani ma… ? Dawno jej nie widziałam…
– Tych lodów niech Pani nie bierze, bo mąż tych nie lubi… Słucham i myślę sobie, co jest, kto to jest? A to Pani ekspedientka z naszego osiedlowego warzywniaka, która moim zdaniem powinna mieć ksywę ,,Pani relacyjna’’ lub rewelacyjna, jak kto woli.
Zadziwiła mnie już na samym początku swoją otwartością na ludzi, a że w sklepie byłam jeszcze dłuższą chwilę, toteż byłam świadkiem pewnego szczególnego zdarzenia. Zupełnie nagle do środka wpada sąsiadka z bloku nr 3 i mówi do pani ekspedientki: „Czy ma pani moją paczkę? Trzy dni już idę i odbieram i dojść nie mogę”. Na co pani ekspedientka zniknąwszy na zapleczu wraca z paczką, uśmiechnięta, wydaje ją i zachęca na przyszłość do korzystania z „przechowalni”.

 

Jezu, myślę sobie, punkt pocztowy nam zwinęli i coś tu sie otworzyło w zamian, a ja nic nie wiem. Z drugiej strony myślę sobie, no tak Makosz, żeby wiedzieć, to trzeba bywać. Wybrałam warzywa, podchodzę do kasy, a pani ekspedientka z uśmiechem wypytuje, co tam słychać pani Izo, zapracowana jak zawsze, czy chwilka spokoju, rozmawiamy, jest miło, trochę o dzieciach, trochę o zakupach, naszą konwersację przerywa kurier. Wbija się szybko do sklepu i rzutko zwraca się do sprzedawczyni:
– Pani Beatko, mam tu paczkę dla Nowaków, i dla Kowalskich też zostawię, bo tam do 18 nikogo nie ma…

Pani Beatka paczki z uśmiechem przyjęła, odłożyła w bezpieczne miejsce i hyc ruszyła pakować resztę moich zakupów i podliczać rachunek.

Już chciałam zapytać, czy teraz punkt pocztowy tutaj, ale moją myśl przerwała blondynka w dresach:
– Pani Beatko, czy ma pani coś dla mnie?

Pani Beata wyniosła paczkę z zaplecza, wydała ją blondynce. Nie wytrzymałam, zapytałam o co chodzi z paczkami, na co pani w dresie zaskoczona pyta mnie „to nie wie pani?” „Pani Beata to nasz największy skarb! Przecież ona nam życie ratuje, paczki odbiera, koleżance znalazła nianię, a sąsiadce Panią do sprzątania.. wbiło mnie w ziemię.

Przyznaję, że w tym sklepie zawsze kłębiło się od ludzi, choć ceny wcale nie są niskie, choć te tłumaczę wysoką jakością towarów. Jakiś czas temu obok otworzyła się konkurencja i obserwowałam poczynania wojny podjazdowej i walki o klienta. Wyszłam ze sklepu i odważnie zaczepiłam panią w dresie, zapytałam, czy nie robi zakupów obok, gdzie taniej, na co usłyszałam, że żeby odejść od pani Beaty, to konkurencja musiałaby towar za darmo rozdawać!

To jest lojalność – pomyślałam! A drugie, co przyszło mi do głowy to budowanie relacji.

Bo biznes biznesem, standardy standardami, ale najważniejszy jest dialog i więź z klientem. Zieleniak na osiedlu jest tego żywym dowodem.